Samotność, trudne relacje, próba odnalezienia siebie na nowo – to tylko część wątków, jakie w swojej pierwszej powieści porusza pochodząca z Jaworzyny Śląskiej Katarzyna Kelder. – Odkąd pamiętam, czułam, że chcę opowiadać historie, które pokazują kobietę z innej perspektywy – bardziej prawdziwej, pozbawionej idealizacji. Kate pojawiła się w moim życiu nagle i udowadnia, że kobieta potrafi odnaleźć w sobie wielką siłę – mówi. Jej debiutancka powieść „Kate” ukazała się w czwartek, 26 marca. Dzień później spotkała się z czytelnikami w Bibliotece Publicznej w Jaworzynie Śląskiej.

„Kate” to poruszająca opowieść o samotnej matce, która mierzy się z trudnymi wyborami, prezentując siłę kobiecej determinacji i nadzieję, że zawsze można zacząć od nowa.

* Właśnie ukazała się Pani debiutancka powieść „Kate”. Zdradzi nam Pani, o czym ona opowiada?

- Jest to emocjonalna historia kobiety, która próbuje odnaleźć siebie po trudnych doświadczeniach życiowych. Z jednej strony to opowieść o samotności, toksycznych relacjach, macierzyństwie i poszukiwaniu miłości – zarówno tej do drugiego człowieka, jak i do samej siebie. Z drugiej – to poruszający obraz relacji matki i córki – bezwarunkowego uczucia, poświęcenia i siły, które kobieta potrafi w sobie odnaleźć dla swojego dziecka. To właśnie ten motyw stanowi serce całej książki i nadaje jej najgłębszy sens.

* Jeśli mogę zapytać, w jakim stopniu historia tytułowej bohaterki jest Pani historią? Co Was łączy, co dzieli?

- Historia Kate jest częściowo inspirowana moimi doświadczeniami i emocjami, ale nie jest moją autobiografią. Łączy nas przede wszystkim głęboka relacja matki i córki oraz sposób przeżywania świata. Doświadczyłam w życiu manipulacji, bywałam w toksycznych relacjach, z których, choć potrafią wciągać i odbierać siłę, trudno się uwolnić. Zawsze jednak znajdowałam w sobie moc, by walczyć – przede wszystkim dla córki. Inspiracją do powstania tej historii byli także ludzie, których spotykałam na swojej drodze. Niektórzy z nich byli mi bardzo bliscy, a ich doświadczenia na tyle trudne i poruszające, że poczułam potrzebę, by dać im głos w tej książce. Przemoc – zarówno fizyczna, jak i psychiczna, walka o przetrwanie, a czasem konieczność podejmowania dramatycznych decyzji, by utrzymać siebie i swoje dzieci – to rzeczywistość, z którą mierzy się wiele kobiet, choć wciąż zbyt rzadko się o tym mówi.„Kate” jest więc nie tylko historią jednej kobiety, ale także opowieścią o tych wszystkich, które w ciszy dźwigają swoje doświadczenia. Myślę, że każda z nas nosi w sobie cząstkę Kate.

* Za Panią już spotkanie autorskie, zapewne docierają do Pani pierwsze recenzje, opinie czytelników. Jakie one są?

- Pierwsze opinie są dla mnie niezwykle poruszające. Czytelnicy piszą, że odnajdują w tej historii siebie, swoje emocje i doświadczenia. Pojawiają się słowa o wzruszeniu, autentyczności i sile tej opowieści. To dla mnie największa nagroda – świadomość, że książka dotyka ludzi i zostaje z nimi na dłużej.

* Skąd pomysł na napisanie książki? Czy to było tak, że mała Kasia tworzyła do szuflady i marzyła o byciu pisarką, czy też chęć opowiedzenia jakiejś historii pojawiła się nagle?

- Pisanie pojawiło się w moim życiu z potrzeby serca, a nie z dziecięcego marzenia o byciu pisarką. To była chęć wyrzucenia z siebie emocji, uporządkowania myśli i opowiedzenia historii, która we mnie dojrzewała. Prawdą jest, że na mojej „liście życzeń” od zawsze było jedno marzenie – wydać własną książkę. Nigdy jednak nie zastanawiałam się konkretnie, kiedy to się wydarzy, ani o czym ona będzie. To nie był plan, raczej ciche pragnienie, które gdzieś we mnie było. Pisanie przyszło nagle, bardzo naturalnie – właśnie z konieczności serca. Z czasem zrozumiałam, że to nie tylko forma terapii, ale też sposób na dzielenie się czymś ważnym z innymi. Coś, co zaczęło się jako osobista wola, stało się historią, która może trafić do innych ludzi i być dla nich wsparciem lub odbiciem ich własnych przeżyć.

* Czy trudno było ją wydać? Jak udało się nawiązać współpracę z wydawnictwem?

- Proces wydania książki nie był prosty i wymagał ode mnie dużej determinacji. „Kate” pisałam przez trzy lata – to był czas, w którym ta historia powoli we mnie dojrzewała, zmieniała się razem ze mną i nabierała głębi. Przez długi czas towarzyszyły mi też wątpliwości – zastanawiałam się, czy ta opowieść jest wystarczająco dobra, by ktoś chciał ją wydać. Przełomem były rozmowy z moją córką i mężem, którzy dodali mi odwagi i zachęcili, żebym spróbowała. Zdecydowałam się wysłać książkę do kilku wydawnictw. Ku mojemu zaskoczeniu aż cztery z nich odezwały się z chęcią nawiązania współpracy. Opinie od redaktorów były niezwykle poruszające i dały mi poczucie, że ta historia naprawdę ma znaczenie i powinna ujrzeć światło dzienne. Ostatecznie zdecydowałam się na współpracę z wydawnictwem LAVA, które od początku wykazało się dużym zrozumieniem dla tej opowieści i wrażliwością na jej przekaz. To dla mnie bardzo ważne, że trafiłam na ludzi, którzy nie tylko zobaczyli w niej potencjał, ale też podeszli do niej z sercem i zaangażowaniem.

* Wiąże Pani swoją przyszłość z pisaniem? Będą kolejne książki?

- Nie mam jeszcze pewności, czy chcę dalej pisać – to wszystko wciąż się we mnie układa i zmienia. Od początku jednak czułam, że chcę opowiadać historie, które pokazują kobietę z innej perspektywy – bardziej prawdziwej, surowej, pozbawionej idealizacji. Pierwsza książka, którą planowałam napisać, miała nosić tytuł „Między nami kobietami”. Z biegiem czasu, wraz z tym, jak zmieniało się moje życie, otoczenie i ludzie, których spotykałam na swojej drodze, pojawiła się Kate i jej historia. I to właśnie ona znalazła szczególne miejsce w moim sercu – na tyle silne, że domagała się, by zostać opowiedziana jako pierwsza. Mimo mojego obecnego niezdecydowania, wciąż jest we mnie tamta pierwsza opowieść – ta, od której wszystko się zaczęło, ale która nie znalazła swojego miejsca w „Kate”. Czuję, że ona nadal gdzieś czeka.

* Jeśli zdecyduje się Pani na kolejne książki, może akcja jednej z nich mogłaby się rozgrywać… w Jaworzynie Śląskiej? Dolny Śląsk jest popularny wśród pisarzy, którzy często tutaj osadzają akcję swoich historii. Wałbrzych, Zielona Góra, Wrocław, Kłodzko, Szklarska Poręba, Świdnica – długo można wymieniać.

- Niektóre miejsca mają w sobie wyjątkowy klimat i literacki potencjał, pełen historii i emocji, które aż proszą się o opowiedzenie. Jednak nie czuję potrzeby, aby osadzać akcji swoich książek w konkretnych, rzeczywistych miejscach. Pewne historie mogą się wydarzyć niezależnie od tego, gdzie jesteśmy – ludzkie emocje, relacje i trudne wybory nie znają granic. Dla mnie najważniejsze jest uchwycenie uniwersalnych doświadczeń i emocji, które mogą poruszyć każdego czytelnika, niezależnie od miejsca akcji.

* Mieszka Pani w Holandii, ale wychowała się Pani w Jaworzynie Śląskiej. Tu ma Pani rodzinę, tu odbyło się pierwsze spotkanie autorskie. Jak Pani wspomina naszą gminę?

- Jaworzynę Śląską wspominam z ogromnym sentymentem. To tutaj znajdują się moje korzenie, pierwsze doświadczenia i wspomnienia, które w dużej mierze ukształtowały mnie jako osobę. Kojarzy mi się z bliskością rodziny, prostotą codziennego życia i spokojem, który wciąż mam w pamięci. Pamiętam wspólne grille ze znajomymi, wyjazdy na weekendy czy po prostu leniwe dni nad wodą – takie chwile zostają w sercu na zawsze. To miejsce, do którego zawsze mogę wrócić – nawet myślami – i poczuć ciepło dawnych dni, znajome dźwięki, zapachy i widoki, które pozostaną ze mną niezależnie od tego, dokąd zabierze mnie życie.